|
'Men of colour' - rasizm w angielskim futbolu...
Czy są w Anglii kluby, których kibole odwołują się wprost do ideologii faszystowskiej czy rasistowskiej (jak np. w Lazio)? Protestując np. przeciwko zakupowi kolorowych zawodników? Czy też w UK udało się wyrzucić faszyzm i różne paracombatowe bojówki spod numeru 88?” Dziś prawdziwych rasistowskich bojówkarzy spod znaku National Front już nie ma. Angole skutecznie się ich pozbyli przy ogromnej pomocy aparatu państwowego. Nie ma już sytuacji jak z lat 70. i 80 kiedy neofaszystowskie National Front i British National Party (BNP) będące na marginesie politycznym, używały stadionów jako platformy do głoszenia swoich tez. Każdy mecz pozwalał im jednać więcej zwolenników niż jakakolwiek kampania. Ich bastionami stały się londyńskie Chelsea, Millwall, Arsenal i West Ham United, a na północy Leeds United i Newcastle United. Gazeta National Front o nazwie „Bulldog” miała stałą kolumnę „On The Football Front” (na froncie piłkarskim) gdzie wzywała do „walki o jedną rasę i nację”. A na Upton Park nawet oficjalnie sprzedawała faszystowskie pamiątki w rodzaju Krzyży Żelaznych itd. Problem skrajnych kiboli, nie tolerujące „czarnuchów” ani w drużynie przeciwnika ani tym bardziej własnej, dotyczył większości zespołów na Wyspach, nawet najbardziej zasłużonych. Np. w 1987 roku na Highbury obrzucono bananami debiutującego w barwach Liverpoolu Johna Barnes'a, z tym, że banany i okrzyki „uwaga, małpa na boisku!” leciały z sektorów... gości! Rząd premier Thatcher oficjalnie rozpoczął walkę z faszyzmem i rasizmem na stadionach po dwóch szczególnie przykrych incydentach w 1984 roku. A nasilił po tragedii na Heysel (udowodniono zaangażowanie członków National Front w zamieszkach, w których zginęło 39 fanów Juventusu). Konsekwentna walka skutecznie spacyfikowała jednych i drugich. I może dlatego nie ma dziś na Wyspach bojówek gotowych wychodzić na ulice jak ostatnio we włoskich miastach. Co ciekawe jednak niektórzy bronili prawa Brytyjczyków do rasizmu, twierdząc, że ma on swoje historyczne, imperialno-kolonialne wytłumaczenie i uzasadnienie. Jeszcze w 1988 roku jeden z parlamentarzystów twierdził, że rasizm jest cnotą, elementem "british way of life" i prawo do niego powinno być zagwarantowane konstytucyjnie. Dziś Anglicy wyodrębniają z rasizmu coś co nazywają „rasizmem trybunowym” (terrace and stands racism). Uważają, że tak naprawdę jego wyznawcy nie mają nic do Murzynów ani Żydów, a chodzi im tylko o zelżenie i zirytowanie rywala. Zapewne tak samo w Polsce jest ze stadionowym antysemityzmem: skandujący „Żydzi, cała Polska się wstydzi” itp. są nie znającymi historii ignorantami, głupkami itd., ale nie zwolennikami ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej Eichmanna. Różnica miedzy Polską a Anglią polega na tym, że u nas każdy może sobie krzyczeć co chce, a na Wyspach nie koniecznie. Wg Home Office (Ministerstwa Spraw Wewnętrznych) w sezonie 2004-05 za śpiewanie rasistowskich pieśni aresztowano na angielskich stadionach 51 osób. W sezonie 2003-04 - 63, w sezonie 2002-03 - 74, w sezonie 2000-2001 - 82. Czyli ostatnią rasistowską piosenkę usłyszymy na angielskich stadionach około 2024... RASISTOWSKIE INCYDENTY 2007 WG „OBSERVERA” „I'd rather be a Paki than a Jew”(wolę być Pakistańczykiem niż Żydem) oraz nazistowskie saluty kibice Southend podczas styczniowego meczu z Tottenhamem
„Spurs are on their way to Auschwitz, Hitler's going to gas them again”(Spurs jada do Auschwitz, Hitler znów ich zagazuje) kibice Chelsea podczas meczu z Sheffield United
„We'd rather have Mourinho than a Jew” (Wolimy Mourinho niż Żyda) kibice Chelsea o Avramie Grancie podczas wrześniowego meczu z Fulham Michał Pol |












