:: Logowanie ::
login:  hasło:    zapamiętaj mnie

|
Aktualnie przebywasz na stronie wraz z 100 czytelnikami

Polski

Serwis ChelseaPolski Serwis ChelseaPolski Serwis ChelseaPolski Serwis

ChelseaPolski Serwis Chelsea

Wywiad z Januszem Olędzkim scautem Chelsea na Polskę.

Rozmawiałem z pierwszym i jednym skautem Chelsea w Polsce, czyli Januszem Olędzkim. Były dyrektor Legii nie chciał właściwie nic zdradzić z technik operacyjnych poszukiwacza talentów, zasłaniając się tajemnicą służbową. Wiadomo, że nie będzie wyszukiwał „dorosłych” piłkarzy do pierwszej drużyny „The Blues”. Chelsea chce u nas szukać utalentowanych 15-17 latków, których przekuje na porządnych zawodników w swojej Akademii Piłkarskiej. I później albo przebiją się do pierwszej drużyny, albo zostaną wypożyczeni/sprzedani do jakiegoś innego klubu, albo zostaną zwolnieni jako nie rokujący. W każdym wypadku i tak zyskujemy dobrego zawodnika wyszkolonego z dala od polskiej myśli szkoleniowej (nie dotyczy bramkarzy ze szkoły Dowhania i Dawidziuka).

Dla tych, których nie wypatrzy Janusz Olędzki, a mimo to zainteresowanych testami w Chelsea:

[ważne informacje] (uwaga, musisz być w wieku 9-18 lat)

 

Swoją drogą ciekawe jak badają czynnik lęku w Londynie? Zabierają delikwenta na London Eye (to wielkie koło młyńskie) i pozorują awarię? A może robią psychodramę rodem z interview w wielkich korporacjach (w końcu taki klub jak Chelsea jest wielką korporacją). Kto widział sztukę Jordi Galcerasna „Metoda” (w warszawskim Teatrze Komedia, polecam!) wie co mam na myśli. W spektaklu cztery osoby zamknięte w jednym pomieszczeniu poddane są serii dramatycznych testów, mających wyselekcjonować najlepszego z nich...

 

Znam młodego człowieka, u którego czynnik lęku wynosi prawdopodobnie 0 (słownie: zero). I właśnie znalazłem na to kolejny dowód. To Wojtek Szczęsny, bramkarz rezerw (na razie) Arsenalu. Po pierwsze świetny bramkarz. Ojciec mówi, że Młody jest o niebo lepszy i umie znacznie więcej niż on sam w jego wieku. W tej opinii nie wiele jest ojcowskiego zaślepienia, w końcu inni też poznali się na Wojtku. I na Wyspach i w Polsce (w wieku 17 lat pojechał z reprezentacją U-20 na mistrzostwa świata w Kanadzie). Nie mniej błyskotliwy i bezczelny od Maćka. Kiedy w telewizyjnym „Polowaniu” zapytałem go czy kiedykolwiek miał kłopoty z tym, że jest synem sławnego ojca, odparł, żeby raczej zapytać Maćka jak to jest mieć sławniejszego od siebie syna:). Po prostu zna chłopak swoją wartość i bardzo dobrze. Pamiętam, że kiedy w wieku 15 lat był w Arsenalu na testach w jednej z pierwszych interwencji na jednym z pierwszych treningów władował się po piłkę prosto w szarżujących w jego kierunku napastnika rywali i własnego obrońcę, że tamtych długo trzeba było zbierać z boiska. To wtedy Therry Henry zagadnął Młodego o wiek i z ulgą stwierdził, że jak przyjdzie jego czas, Francuz już skończy karierę...

 

W raz z nim na testy przybył jakiś rewelacyjny nastolatek z Włoch, który zdobywał zatrważającą ilość goli w jakichś tam lokalnych juniorskich rozgrywkach. Niestety zanim miał okazję pokazać na treningu na co go stać, w drodze do ośrodka „Kanonierów” w Colney zwymiotował ze stresu, że przechodzi testy w tak wielkim klubie. Zaopiekowano się nim, zapewniono, żeby się nie przejmował, że jutro też jest trening itd. Ale oczywiście wrócił tam skąd przybył i Bóg jeden wie czy dziś w ogóle nadal gra jeszcze w piłkę...

 

A młody Szczęsny? W  „Fakcie” znalazłem anegdotkę o jego spotkaniu z Davidem Beckhamem. Jak wiadomo pomocnik Los Angeles Galaxy ma przerwę w rozgrywkach MLS. Żeby zapracować na powołanie do reprezentacji Anglii na towarzyski mecz ze Szwajcarią (debiut Fabio Capello, a dla Becksa mecz nr 100 w kadrze) za zgodą Arsene Wengera trenuje w ośrodku Arsenalu z rezerwami.

 

- David trenuje głównie indywidualnie. W poniedziałek spotkałem się z nim w siłowni. Kiedy wszedł i powiedział „cześć”, postanowiłem zażartować. Odpowiedziałem: „Cześć, jak masz na imię?”, na co on lekko zażenowany odpowiedział, że David. Chyba naprawdę uwierzył, że go nie rozpoznałem - opowiada Szczęsny.

Nie twierdzę, że każdy inny nastolatek jego miejscu podszedł i na drżących nogach poprosiłby o autograf. Ale żeby tak zadrwić z Beckhama, globalnej ikony pop-kultury naprawdę trzeba mieć cojones...

 

Albo tak jak Wojtek nie uznawać żadnej świętości: - Zawsze myślałem, że Beckham to wielki piłkarz - dosłownie i w przenośni. Tymczasem okazało się że jest małego wzrostu. Kurdupel normalnie. Ale mimo że jest wielką gwiazdą, zachowuje się zwyczajnie. Na zajęciach jest bardzo cichy i spokojny.

 

Cały wywiad z Januszem Olędzkim - scautem Chelsea w Polsce.

 

- Jak powtarza Leo Beenhakker, w Polsce rodzi się tyle samo talentów, co w Hiszpanii czy Francji. W Chelsea chcą mieć pewność, że w razie czego żaden im nie umknie - mówi Janusz Olędzki, były dyrektor sportowy Legii Warszawa, od ubiegłego tygodnia oficjalny skaut wicemistrzów Anglii

Michał Pol: Czytałem, że właśnie ponad 10 skautów Chelsea udało się do Brazylii na Copa de Sao Paulo z udziałem 88 drużyn do lat 18. w poszukiwaniu następców Kaki i Ronaldinho. A tu proszę, „The Blues” uznali, że muszą mieć poszukiwacza talentów także i w naszym kraju. Dlaczego?

Janusz Olędzki: - Chelsea to ogromne przedsiębiorstwo, prawdziwie wielki biznes. Pracują w nim profesjonaliści, którzy nie chcą pozwolić, żeby umknął im jakiś talent. Dlatego monitorują cały świat. Mają siatkę skautów w Azji, Afryce, obu Amerykach. Mnie to wcale nie dziwi, że chcą mieć swojego człowieka w takim kraju jak Polska, który np. w przeciwieństwie do Anglii zagra na Euro 2008. A jak powtarza Leo Beenhakker, w Polsce rodzi się tyle samo talentów, co w Hiszpanii czy Francji. Trzeba tylko znaleźć ich w odpowiednim momencie i rozwinąć ich umiejętności we własnej Akademii Piłkarskiej. Polacy grali na mistrzostwach świata do lat 20 w Kanadzie. Co raz głośniej robi się o młodych zawodnikach jak choćby Michał Janota z Feyenoordu. Skoro w samej Francji dla Chelsea pracuje 35 skatów była najwyższa pora, żeby ktoś zaczął szukać, szperać i na naszym rynku. Nie tylko naszym zresztą, bo region za który odpowiadam obejmuje także Ukrainę, Białoruś, Chorwację oraz Słowenię.

Dlaczego wybrali właśnie pana?

- Ktoś tam widocznie doszedł do wniosku, że jestem dobry. Taki klub nie zwróciłby się do frajera. Trochę piłkarzy odkryłem. Np. Jacka Zielińskiego, którego przywiozłem do Warszawy z Dębicy, kiedy jeszcze kompletnie nikt go nie znał. Podobnie ostatnio wypatrzyłem i podpisałem umowy z Tomaszem Zahorskim i Radosławem Majewskim, zanim zrobiło się o nich głośno w kraju, a Leo Beenhakker powołał ich do reprezentacji Polski. Dorzuciłbym jeszcze takie nazwiska jak Artur Boruc, Mariusz Piekarski, Wojtek Kowalczyk, Radosław Michalski.

Dzwonili już do pana znajomi piłkarze z prośbą o rekomendację?

- (śmiech) Dzwonili, ale o nic prosili, bo wiedzą, że to się tak nie odbywa. Zresztą który nawet z reprezentantów Polski przebiłby się do pierwszej drużyny Chelsea? Bądźmy realistami. Nie szukam dla Chelsea zawodników na teraz, a utalentowanych 15, 16, 17-latków.

Polscy bramkarze mają teraz w świecie znakomitą renomę. Proszono pana, żeby zwrócił pan uwagę zwłaszcza na zawodników na tej pozycji? Jak Wojtek Szczęsny, którego sobie kształtują w Arsenalu od 15. roku życia?

- Nie mogę za wiele mówić o pracy dla Chelsea, a zwłaszcza zdradzić żadnych szczegółów wymagań ani oczekiwań jakie stawia przed nami klub. To wewnętrzna tajemnica klubu.

To może chociaż zdradzi pan cechy młodego piłkarza, na które będzie pan zwracał uwagę?

- Oczywiście nie jest tak, że jakiś piłkarz mi się spodoba, bo zobaczę, że w jakimś meczu ładnie biegał, kiwał i ja już wysyłam jego wideo do Londynu. To jest długa, żmudna procedura gromadzenia całego mnóstwa informacji. Nie tylko jak zawodnik gra ale jak trenuje. Czy jest silny psychicznie, jak reaguje w sytuacjach stresowych. Ważny jest jego charakter i osobowość. Czy jest liderem albo czy lubi poimprezować. Takich cech jest bardzo dużo. Np. nie wiele osób zdaje sobie sprawę jak ważny dla klubu jest poziom lęku zawodnika. Lęk w człowieku to rzecz wrodzona, nikt go nie bada. A kluby owszem. Lek przed rywalem, przed podjęciem decyzji. Albo weźmy szybkość. Niby oczywistość, że zawodnik powinien być jak najszybszy. Ale dla klubu w przypadku 15-latka o wiele ważniejsza jest szybkość myślenia niż szybkość biegania. Co z tego, że ktoś śmiga jak wiatr, skoro podejmuje przy tym chaotyczne, nieprzemyślane decyzje.

Czy klub płaci panu stałą pensję czy od znalezienia talentu? A jeśli zawodnik trafi w końcu do pierwszej drużyny dostanie pan premię specjalną?

- O kwestiach finansowych nie powiem ani słowa.

Uważa pan, że powinniśmy jak najwięcej bardzo młodych piłkarzy wysyłać do dobrych zachodnich klubów, żeby tam dojrzewali piłkarsko zamiast pod okiem naszej myśli szkoleniowej?

- To nie żadne odkrycie. Zbigniew Boniek często powtarza, żeby wyjeżdżali jak najmłodsi i jak najszybciej. Podobnie mówi Leo Beenhakker. W zachodnich klubach wszystko jest na nieporównywalnie wyższym poziomie. Ostatnio opowiadał mi zszokowany młody zawodnik, który wrócił po dwóch tygodniach szkolenia w Murcii, że na boisko z 10 zawodnikami wychodziło czterech trenerów! O stanie tych boisk, całego zaplecza już nie wspominam. U nas chłopcy do 20 roku biegają po piachu, to jak ma się rozwijać ich talent? Uważam, że jeśli młody zawodnik ma okazję na Akademię Piłkarską Chelsea czy innego zachodniego klubu, powinien z niej natychmiast korzystać, bo to dla niego olbrzymia szansa rozwoju, jaka u nas jeszcze długo nie będzie mu dana.

Michał Pol
michal.pol@cfcpoland.com



Copyright (c) 2006 - 2007 CFCpoland.com. Wszelkie prawa zastrzeżone                                                      Strona Główna | Forum | Relacja LIVE | Kontakt