Bardzo riisikowne zagranie Riise
Pamiętacie ten kij do golfa, który Craig Bellamy próbował połamać
na nogach Johna Arne Riise podczas zgrupowania Liverpoolu w portugalskim
kurorcie przed meczem z Barceloną w ubiegłym roku? Zastanawiam się ilu
zawodników 'The Reds' pomyślało sobie we wtorek wieczorem: "i na cholerę
żeśmy wówczas powstrzymali krewkiego Walijczyka?!" A co mu powie Rafa
Benitez, trener nie stosujący suszarki, a'la Alex Ferguson?

Nie pamiętam bardziej dramatycznego samobójczego gola jak ten, który sprawił
Riise w 95. (!) minucie wygranego już meczu z Chelsea. Bardziej niweczącego
dokonania zespołu. I w aż tak ostatnich sekundach. Przecież to była ostatnia
akcja meczu. Ten gol bez wątpienia przejdzie do historii, choć kibice
Liverpoolu (John, you'll never walk alone) na pewno będą mu pamiętać i te
jego cudowne rajdy i gole, jak choćby ten z meczu o Tarczę Wspólnoty z
Chelsea, w którym jak taki podwórkowy gwiazdorek, jak chwycił piłkę na własnym
polu karnym, to nie podał nikomu, ale przedryblował cały zespół rywali i na
końcu zdobył gola:
Albo ten w finale Pucharu Ligi Angielskiej z 2005 roku:
Przypominam je, bo szczerze mi żal Norwega. Samobóje zdarzają się każdemu,
ale na Boga, nie w takich okolicznościach! John, czemuś tam pchał głowę?
Czemuś nie użył tego co masz najlepsze, swojej atomowej LEWEJ nogi?! Czy
Twoja bramka jest dla Chelsea rekompensatą za gola-ducha? I co poczniesz, jeśli
Twoja bramka dowiedzie ostatecznej wyższości Avrama Granta nad Jose
Mourinho?!

PS: te fantastyczne zdjęcia (popatrzcie na minę Drogby - wyraża coś w
rodzaju: 'ouć!') daję za 'Guardianem'.
Michał Pol
michal.pol@cfcpoland.com